MaggieRose

Trzynastka na karku

Trzynastka na karku - Katarzyna Majgier Bardzo fajna książka. Przeczytałam ją w wieku trzynastu lat i bardzo mi się podobała i nadal podoba. Napisana łatwym językiem. Bardzo realistyczna. Opowiadająca o problemach nastolatek czyli dorastanie, chłopacy i te sprawy. Książka akurat dla nastolatek. Polecam.

Tajemniczy ogród

Tajemniczy ogród - Frances Hodgson Burnett Wspaniała książka. Była moją lekturą w 6 klasie, i nie żałuję. Pokazuje, że każdy człowiek czy to dziecko czy dorosły może się zmienić po wpływem otoczenia. Bardzo barwne postacie , tak samo jak sama książka. Jak najbradziej polecam.

Po co mi chłopak?

Po co mi chłopak? - Katarzyna Majgier Kolejna książka pani Majgier, która oczywiście mi się podobała. Autorka ma bardzo fajny styl pisania i bardzo życiowe książki. Dziewczyny z życia wzięte. Przyjaciółki które się od siebie różnią. Jedna to szalona artystka, druga atrakcyjna blondynka, która ma powodzenie u chłopaków, trzecia to dobrze się ucząca dziewczyna, a czwarta to fanka Harry'ego Pottera. Bardzo dobrze mi się ją czytało, szybko i przyjemnie. Polecam.

Marzycielki

Marzycielki - Katarzyna Majgier Kolejna książka pani Majgier, która mi się spodobała. Opisuje różne dziewczyny i co za tym idzie inne cechy, upodobania i przemyślenia. Bardzo dobra książka. Taka z życia wzięta jak inne książki tej autorki. Długa nie jest, ale mnie wciągnęła. Polecam.

Księżyc w nowiu

Księżyc w nowiu - Stephenie Meyer "Księżyc w nowiu" to 2 część sagi "Zmierzch". Wciągnęła mnie, ale nie tak bardzo jak inne części tej sagi. Ta rozpacz po Edwardzie i te próby samobójcze.. Jacob tak się opiekował Bellą podczas nieobecności Edwarda a ona i tak go puściła z torbami. Jednym słowem masakra. Powiem tak. Książka mnie wciągnęła i mi się podobała. Podobały mi się te próby samobójcze i troska Wilkołaka. Jedna z moich ulubionych książek. Polecam.

Kłopoty miłosne popłacają

Kłopoty miłosne popłacają - Hortense Ullrich Fajna książka na jeden wieczór nawet nie.. Nie powiem, że mi się nie podobała. Czytałam ją kilka lat temu więc może dlatego.. Nie wiem jak to by było teraz. Można powiedzieć, że ją polecam, ale nie aż tak gorąco.

Kłamczucha

Kłamczucha - Małgorzata Musierowicz Była moją lekturą w 6 klasie i nie żałuję. Wciągająca i poruszająca. Napisana łatwym językiem co też jest dużym plusem. Przeżycia i historia Anieli bardzo mnie zainteresowała na tyle, że przeczytałam ją dosyć szybko.. Nie pamiętam w ile, ale pamiętam, że nie czytałam, ale ją pożerałam. Bardzo podoba mi się styl pisania i jestem ciekawa innych książek tej autorki, za które na pewno się wezmę. Polecam.

Historia srebrnego talizmanu

Historia srebrnego talizmanu - Joanna M. Chmielewska Mile wspominam tę książkę Pamiętam, że miałam przeczytać jakąś książkę w podstawówce na język polski, która nam coś przekazuje. Akurat wtedy ją czytałam. Fajna, lekka książka. Pokazuje nam, że każdy człowiek jest do czegoś potrzebny, że każdy człowiek ma jakąś misje do spełnienia i może być to nawet dziecko. Polecam młodszym czytelnikom.

Dzikie oczy Amazonki

Dzikie oczy Amazonki - Eva Ibbotson Bardzo dobrze wspominam tę książkę. Wciągająca, cudowna i fascynująca. Pamiętam jak czasami czytałam dniami i nocami.. Przerwa była tylko na posiłki no i oczywiście na spanie. Bardzo fajna książka. Polecam

Atramentowe serce

Atramentowe serce - Cornelia Funke Moja pierwsza książka Corneli Funke. Bardzo mi się podobała. Widać, że książka do cienkich nie należy, ale na pewno przenosi nas w inny, fantastyczny i cudowny świat. Bohaterka była trochę podobna do mnie. Mieszka z jednym rodzicem, uwielbia czytać książki i walają się one gdzie tylko popadnie.. A jeszcze fakt jakie moce miał jej tata.. W niektórych sytuacjach to jest dobre, ale jak widać nie zawsze. Bardzo ciekawa i interesująca książka. Jedna z moich ulubionych.. Tylko czekam kiedy przeczytam kolejne części. Jak najbardziej polecam.

Ania z Zielonego Wzgórza

Ania z Zielonego Wzgórza - L.M. Montgomery Chyba moja pierwsza książka tej autorki. Była moją lekturą w 6 klasie. Nie żałuję... Książka tak mi się spodobała, że przeczytałam jej kolejne części. Cudowna. Przenosi w nas fantastyczny świat Ani, która ma wybujałą wyobraźnię, a pomimo młodego wieku nie ma w życiu lekko. Jest z domu dziecka. Ania miała czasami takie pomysły, że gdy to czytałam nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu na twarzy. Uwielbiam całą serię. Przy niej się śmiałam i płakałam. Nie mogłam uwierzyć kiedy już skończyła. Jedna z moich ulubionych serii. Jak najbardziej polecam!

13. Poprzeczna

13. Poprzeczna - Małgorzata Gutowska-Adamczyk Super książka! Bardzo życiowa! Dziewczyny z życia wzięte. Nie są idealne, mają swoje za uszami. Jedna typowa kujonka, druga to czarny charakter, a trzecia imprezowiczka i dziewczyna lekkich obyczajów. Porusza problemy nastolatek. Nie ukazuje ona dziewczyn, które są idealne, lecz dziewczyny, które mają pod górkę i na końcu się zaprzyjaźniają. Jedna z moich ulubionych książek! Jak najbardziej polecam!

1000 powodów, żeby (nie) cierpieć z miłości

1000 powodów, żeby (nie) cierpieć z miłości - Hortense Ullrich Pamiętam jak pojechałam w góry i zapomniałam wziąć książek.. Byłam zrozpaczona do tego stopnia, że powiedziałam mamie, żeby mi kupiła jakąś książkę bo nie mam co czytać. Akurat ta razem jeszcze z inną były w promocji więc kupiłam. Książka nie jest zła, aczkolwiek mogłaby być lepsza. Taka na jeden wieczór.. nawet nie. Gorąco jej nie polecam, po prostu kto chce to niech przeczyta.

Po drugiej stronie cienia

Po drugiej stronie cienia - Piotr Sender Strata drugiej osoby boli. A boli jeszcze bardziej, gdy tak do końca nie wiadomo, co się z nią dzieje. Czy jeszcze jest szansa na spotkanie z nią. Człowiek chwyta się każdej, choćby najmniejszej i najbardziej nieprawdopodobnej deski ratunku. A co, gdyby tak po roku nieudanych poszukiwań, nagle zapukał do drzwi nieznajomy człowiek, który uważa, że wie, gdzie znajduje się ukochana osoba? I czy można – na pierwszy rzut oka – w dość zwyczajnej rozgrywce w karty, przegrać swoją Wiarę? Piotr Sender urodził się 1990 roku. Zadebiutował w 2011 roku książką „Bóg nosi dres” wydanej nakładem wydawnictwa Replika. Dwa lata później ukazała się kolejna – „Punkhead”, zaś w 2014 roku już pod logo wydawnictwa Uroboros – „Po drugiej stronie cienia”. Nadal nie wiem, co mam sądzić o tej książce. Z jednej strony czytałam ją z niejaką przyjemnością, z drugiej strony czułam się, jakbym zmuszała się do tego. Może to przez te długie rozdziały? Tak, zaczynam doceniać te krótsze, które o wiele szybciej się czyta, bo można bez bólu je przerwać, nie zastanawiając się i nie liczyć stron do następnego. Może odnosiłam takie wrażenie, bo spodziewałam się czegoś zupełnie innego? Nie wiem dokładnie czego, ale na pewno nie historii, którą otrzymałam. Wcale nie mówię, że to, co przedstawił w swojej powieści Piotr Sender jest złe i nie powinno się tego czytać. Muszę przyznać, że jest naprawdę dobre i doceniam pomysłowość autora. Do tej pory chyba nie spotkałam się z czymś podobnym, bo „Wszechświaty” Leonarda Patrignani dotykają na pierwszy rzut oka zbliżoną tematykę, jednak tak naprawdę zupełnie się od siebie różnią. „Po drugiej stronie cienia”, jak sam tytuł wskazuje jest o wiele mroczniejsza, a co najważniejsze, nie jest tu w żaden sposób poruszana teoria Wieloświatów, a dwóch – tego znanego nam obecnie i tego znacznie się od niego różniącego. Czytając ten tytuł nie mogłam pozbyć się pewnej i dość nachalnej myśli, jakobym znajdowała się w grze (do takich wniosków doszedł nawet sam bohater) i to właśnie na jej kanwie on powstał. I tak przyszło mi do głowy, że gdyby ktoś podjął się tego wyzwania, to może coś by z tego nawet wyszło? Autorowi nie można odmówić wyobraźni, bo to, co przedstawił w swojej już trzeciej książce, jest całkiem godne podziwu. No i najważniejsze – udało się mu mnie zaskoczyć. Sprawy na ostatnich stronach powieści przybrały dla mnie tak nieoczekiwany obrót, że nie mogłam uwierzyć w to, co czytam i wydawało mi się to jakimś żartem, który zaraz zostanie wyjaśniony. Niestety, historia toczyła się dalej, a ja przyznałam Senderowi plusa, za to, że nie poszedł na skróty i przedstawił dość makabryczną wersję wydarzeń. Niestety nic ciekawego nie mogę napisać o bohaterach. Nie związałam się jakoś szczególnie z żadnym nich. Jednym, który w jakiś tam sposób wydał mi się interesujący był Skiz. No dobra, i byłam ciekawa historii Leny, która niestety nie została jednak przedstawiona. Zastanawia mnie jedno – czy ciąg dalszy to tylko taka zagrywka, czy rzeczywiste plany autora? Byłam święcie przekonana, że jest to powieść jednotomowa. Jednak Sender napisał dość otwarte zakończenie, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby kontynuować historię Aleksa Bejnara, choć czuję, że będzie ona jeszcze mroczniejsza. Mam nadzieję, że jeśli Polak pokusi się o kontynuację, to przekaże w niej wreszcie historię Leny, bo po końcowych rewelacjach jestem jej najbardziej ciekawa. Czy „Po drugiej stronie cienia” to warta przeczytania lektura? Oczywiście! Jeżeli gustuje ktoś w polskich i mrocznych klimatach oraz prostym, nieskomplikowanym języku, w którym nie brakuje niecenzuralnych wyrazów, to z pewnością pozycja dla niego. Takie nasze polskie i udane urban fantasy w olsztyńskich klimatach. _____ http://szeptksiazek.blogspot.com/

Nomen Omen

Nomen Omen - Marta Kisiel Salomea Klementyna Przygoda lat dwadzieścia pięć ma już dosyć swojego rodzinnego gniazda. A co najważniejsze swojej niezbyt normalnej rodziny. Kiedy tylko znajduje jakąś drogę ucieczki, od razu z niej korzysta. Wrocław zwiastuje zupełnie nowe życie, z dala od mamuśki, którą zna chyba każdy telemarketer w kraju; ojca z głową w dziewiętnastym wieku i brata – idealnego syna, lecz z jej punktu widzenia nieroba i zakałę. Jaki los przyniesie jej Wrocław? Jakie tajemnice skrywa tajemnicza willa, która tylko samym adresem wywołuje gęsią skórkę? I dlaczego do Wielkiej Skrzeczącej Papugi brat Niedaś topi swoją siostrę w Odrze? Marta Kisiel to polska pisarka, która urodziła się w 1982 roku. Z wykształcenia jest polonistką. Jej debiutem jest Rozmowa dyskwalifikacyjna, opowiadanie wydane w internetowym magazynie literackim Fahrenheit. Pierwszą książką zaś Dożywocie, które ukazało się nakładem wydawnictwa Fabryka Słów w 2010 roku. Jak można się przekonać, w przygotowaniu są już dwie kolejne powieści – Zombie Grey i Mickiewicz: Pogromca upiorów. Nadszedł czas, gdy wreszcie chciałam się przekonać na własnej skórze, czym to tak zachwyca Marta Kisiel. Początek mnie przeraził. Nie tak znowu zwyczajny język był po prostu nie dla mnie i tak po prostu myślałam, że nie podołam, bo wcześniej mój mózg nie wytrzyma w tych ostatnich dniach wakacji. Jednak z czasem zaczęłam delektować i cieszyć się każdym słowem, którym uraczyła mnie autorka. Już on sam zwiastuje intrygującą przygodę (tę przez małe i duże „p”) i niezliczoną ilość zagadek do rozwikłania. Bohaterowie przedstawiają sobą naprawdę szeroki i barwny wachlarz osobowościowy. Każdy jest inny i wyjątkowy. Po prostu nie sposób go pomylić z inną postacią, a co najlepsze każdego można polubić. Salka to na pozór zwyczajna dziewczyna po dwudziestce, jednak to, co ją spotyka, sprawia, że staje się nam jeszcze bliższa. Szczególnie mnie – osobie, która każdego dnia musi sobie coś zrobić, bo inaczej nie byłaby sobą, a co jakiś czas ubarwiając sobie życie, co większymi i coraz to dziwniejszymi wypadkami. Moje serce podbił również jeden z przedstawicieli płci przeciwnej. Taki tam pewny filolog, o którym dowiecie się więcej, przeczytawszy Nomen omen. Marta Kisiel nie raz i nie dwa sprawiła, że parsknęłam głośno śmiechem, co rzadko mi się zdarza podczas czytania. Nomen omen jest wręcz doskonałe na poprawę humoru! A dzięki przemyślanej akcji i świetnym ilustracjom daje jeszcze więcej radości. Widać, że powieść pisała polonistka, bo tę wyjątkową zabawę słowem można wyczuć już od początku (o czym już wcześniej wspomniałam). I tak z ciekawości przejrzałam czy to nomen omen ma coś do siebie i rzeczywiście ma – i to nie tylko w odniesieniu do głównej bohaterki, choć w tym przypadku widać to już na pierwszy rzut oka. A może jedynie po raz kolejny wychodzi moje zwracanie uwagi na – ponoć nieistotne, choć dla mnie mające dość duże znaczenie – szczegóły. No i dziękuję autorce za te wszystkie łacińskie zwroty! Język ten – choć już wymarły – darzę jakąś szczególną sympatią, więc rozumie się samo przez się, że poznanie kolejnych ciekawych powiedzeń niezmiernie mnie ucieszyło. Zagadki, ciekawi bohaterowie, akcja, która swoje początki ma jeszcze w niemieckim Breslau, i dawka świetnego humoru? Jeśli szukacie właśnie takiej powieści, to nie pozostaje wam nic innego jak sięgnąć właśnie po Nomen omen. Z pewnością nie doświadczycie przy niej ani krzty znudzenia. Marta Kisiel ma naprawdę bogatą wyobraźnię i jeszcze bogatszy język. Już wiem, że muszę nadrobić jeszcze nieprzeczytane książki jej autorstwa, i z niecierpliwością czekam na te, które są aktualnie w przygotowaniu, bo zapowiadają się naprawdę wyśmienicie! _____ http://szeptksiazek.blogspot.com/

Troje

Troje - Sarah Lotz Jedna doba. Cztery katastrofy lotnicze. Troje ocalonych. Czemu akurat oni? Co takiego się wydarzyło? Masa teorii. Która z nich jest prawdziwa? Lub... która jest bliższa prawdy? Co na ten temat sądzą rodziny i świadkowie? Czy istnieje jakieś logiczne wytłumaczenie? Sarah Lotz jest autorką dwunastu książek, z czego aż trzy to serie napisane wspólnie z innymi pisarzami pod zmienionym nazwiskiem. Napisała również wiele krótszych form. W Polsce ukazała się tylko jej jedna powieść – Troje. Obecnie mieszka ze swoją rodziną w Kapsztadzie. Akcja promocyjna Troje była chyba jedna w swoim rodzaju. Dostając tajemnicze maile, muszę przyznać, że towarzyszyło mi uczucie lekkiego niepokoju. Czarne koperty, w których znajdowały się pierwsze rozdziały, później czarne strony powieści. To już zwiastuje dobrą lekturę, bo przecież byle czego by tak nie reklamowano, prawda? Z tego wszystkiego uwierzyłam w to, co mam czytać i szukałam informacji na temat tych wydarzeń. Ale chyba takie wrażenie miała ona sprawiać, prawda? Właśnie... niepokój. To dość znaczące słowo określające samą powieść. Bo tak się czułam prawie przez całą historię. Może nie trzęsłam się jak galareta, ale gdzieś tam to właśnie on mi towarzyszył. No i absolutnie nic nie nastroi do czytania bardziej jak ciemna noc, trzaskające rolety o okna i odgłos przelatującego gdzieś w pobliżu samolotu. No jak tu się odczuwać, choć lekkiego uczucia lęku? No jak? Ja nie wiem, czy to ktoś mi robi na złość, ale dziwnym trafem podczas dwóch ostatnich nocy spędzonych z tą książką taka sytuacja miała miejsce, gdzie dawno tego typu środki transportu nie podróżowały nad moimi okolicami. I nie, to wcale nie jest śmieszne. Teraz wiem, że dobrze zrobiłam zostawiając sobie tę lekturę na później, bo nie wiem, czy ktoś, choćby siłą wpakowałby mnie do samolotów, którymi miałam okazję lecieć na początku wakacji. Troje to zlepek różnych punktów widzenia na temat katastrof – swego rodzaju badania przeprowadzone przez autorkę Czarnego Czwartku. Od katastrofy do spisku Elspeth Martins, stworzoną przez Lotz. Rozmowy z osobami z bliskiego otoczenia ofiar i Trojga, jaki i jakoś związanych ze sprawą, artykuły z różnych zakątków świata. To daje naprawdę ciekawy i bardziej rozległy obraz sytuacji niż, gdyby była przedstawiona tylko z jednej perspektywy. Za to należy się duży plus, bo jest to coś innego. Szkoda jednak, że nie była ona pokazana również oczami właśnie tych dzieci. Oczywiście nie jest to minus, a ot takie zwrócenie uwagi na dość ciekawą kwestię. Wiem, że byłoby to trudne z wiadomych względów, jednak nie powiem, że nie ucieszyłabym się, gdyby Sarah Lotz pokusiła się o wydanie drugiej powieści pisanej właśnie z ich perspektywy. Dopatrzyłam się jednak kilku błędów w książce, które lekko mnie zdezorientowały. I nie, o dziwo, nie są to błędy ortograficzne. I właściwie nie wiem, czy są one winą autorki czy tłumacza. Pierwszym jest jakaś rozdwojona płeć znanego komisarza Ace Kelso. Raz jest kobietą (strona 49), zaś później już mężczyzną (strony 197 i 446). Nie wiem, czy to miała być kolejna zagadka do rozwiązania, czy po prostu pomyłka, choć dość znacząca i dająca się we znaki. Podobnie jest z sytuacją na stronie 421, gdzie artykuł przedstawia sytuację z przyszłości (na szczęście niczego nie zdradza, bo o tym już czytelnik dowiaduje się wcześniej). I po raz kolejny nie wiem, o co w tym chodzi. Czy jest to celowe, czy może ktoś popełnił kolejny błąd, który mąci nieźle w głowie. Sarah Lotz napisała bardzo dobrą powieść. Troje to dla mnie zupełna nowość, bo jak dotąd nie spotkałam się z tego typu historią i do tego przedstawioną w taki sposób. Jeśli kogoś interesują dobre thrillery, w których aż roi się od spisków, to z pewnością znajdzie coś dobrego w tym tytule. Bo o tym właśnie on jest, o tym całym dziennikarskim zgiełku, który zlatuje się jak mucha do smrodu i tylko co kolejny czeka aż wykryje coś przed innymi, nie postawiając się w sytuacji samych poszkodowanych. Jest także o spiskach i o tym do czego mogą one doprowadzić i co robią z ludźmi, a co najważniejsze, jak każdy zakątek świata na niego reaguje, bo to także jest dosyć wyraźnie pokazane z czego się bardzo cieszę, bo oprócz historii autorka przedstawiła kawałki kultur z różnych kontynentów. Jeśli szukacie ciekawej książki z małą – choć to zależy od czytelnika – niepokoju, to ten tytuł jest jak znalazł. _____ http://szeptksiazek.blogspot.com/2014/08/troje-sarah-lotz.html