Tajemnica Niny - Monika Siuda

„- Zaczynam się bać – przyznała Ruda.
-  To dobrze. To dowód na to, że zdajesz sobie sprawę z powagi sytuacji.”
[s.404]

 

 

Życie mieszkańców Domu toczyło się spokojnie i normalnie. Do czasu. Do czasu, gdy bliźniąt nie zaczęły nawiedzać dziwne sny i Nina, jedna z opiekunek, nie zaczęła zachowywać się inaczej niż zwykle. Z pozoru nic nieznaczące i nawet niepowiązane ze sobą wydarzenia z czasem układają się w spójną i logiczną całość. Jaki sekret ukrywa Nina? Co odkryją Edi i Mała wraz ze starszym bratem i przyjaciółmi?

 

O Monice Siudzie można dowiedzieć się tak naprawdę niewiele. Szukałam i szukałam, niestety nie znalazłam żadnym konkretów, nawet z jej strony internetowej nie dowiedziałam się podstawowych informacji, które mnie zazwyczaj interesują. Obecnie mieszka w Knurowie z dwoma kotami. Tajemnica Niny to jej debiut literacki. Pierwsze jego zdanie powstało w listopadzie 2011 roku, zaś ostatnie w grudniu 2012 roku. 24 kwietnia 2014 r. ukazała się jej kolejna książka Dwudziesta szósta ofiara.

 

Powieść na pewno byłaby znacznie lepsza, gdyby nie opisy. Zbyt długie, zbyt przegadane. Niepotrzebnie! Wiele spraw jest tak oczywistych, że czytelnicy na pewno się tego domyślą, a pisanie o tym sprawia, że czytana treść się tylko dłuży. Z tym wiąże się również niezliczona masa powtórzeń. Sama jestem na nie uczulona i zawsze staram się szukać odpowiednich synonimów, bo dziwnie wyglądałby, chociaż mój tekst, powiedzmy, składający się z ok. 500 znaków, gdzie słowo książka pojawiłoby się 10 razy. A zamiast tego można użyć „powieść, twórczość, tytuł, etc.”. Jeszcze dziwniej się na to patrzy, gdy w jednym akapicie znajdziemy takich powtórzeń 4 czy 5. Niech przykładem będzie trzeci akapit na stronie 327. Otóż w tym jednym fragmencie użyto czterokrotnie wyrazów: schody i poręcz, trzykrotnie – ściana i pięciokrotnie drzwi (cztery na tej stronie, piąty znajduje się na kolejnej, gdzie kończy się ta wypowiedź). Dziwnie się to czyta, naprawdę dziwnie. Może się czepiam, ale po prostu to psuje jasny przekaz, bo co chwilę w głowie pojawia się myśl: „Czy czegoś takiego już nie było? Déjà vu?”.  Podobne wrażenie odnosiłam przy dialogach. Nudnych, bezkształtnych i bez polotu, które co jakiś czas pojawiały się w lekko zmienionej formie.

 

Pomysł, jak na można by rzec swojego rodzaju kryminał młodzieżowy jest nawet ciekawy. Zagadkowe sny, dziwne i niespotykane dotąd zachowania opiekunów, tajemnicze przedmioty i historia samego Domu. Akcja jest wręcz stworzona dla grupy wiekowej do lat 15. Coś innego, coś czego może jeszcze nie było. No i najważniejsze, brak w niej wątku miłosnego, a zamiast tego jest rodzeństwo i zgrana paczka przyjaciół. Tylko szkoda, że autorka nie postanowiła napisać więcej o tym, co spowodowało, że dzieci znalazły się w Domu.

 

Intrygująca i tajemnicza okładka zaprasza nas do zapoznania się z Tajemnicą Niny. Niestety nie okazała się ona tak dobra, jak myślałam. Możliwe, że spodoba się ona młodszej młodzieży. Mnie niestety nie przekonała. Nie jest to powieść, którą czytałam z zapartym tchem, żeby dowiedzieć się, co będzie dalej i jak zakończy się historia. Widziałam, że wielu ludziom przypadła ona do gustu, więc może to ja jestem zbyt wybredna. Jak zwykle decyzja należy do Was, bo jeśli byliście nią zainteresowani, to na pewno po nią sięgniecie. Monika Siuda nie ma najgorszego stylu, z którym się spotkałam, ale widać, że trzeba nad nim jeszcze sporo popracować. Myślę, że z każdą kolejną książką będzie lepiej, jednak, jak na razie jestem pełna obaw, co do kolejnych zbyt długich i przegadanych opisów. Na pewno będę obserwowała, co autorka jeszcze wyda, jednakże jak na razie podziękuję. Kto wie, może kiedyś...

Źródło materiału: http://szeptksiazek.blogspot.com