Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów

Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów - Ann Brashares Pewnie niektórzy z nas, a częściej ci starsi zastanawiają się czy w dzisiejszym świecie jest jeszcze miejsce na prawdziwą przyjaźń. Pełno w filmach czy serialach sytuacji, kiedy to dziewczyny zastrzegające się, że będą przyjaciółkami do końca życia i nie zniszczy tej przyjaźni nic, nawet chłopak, za kilka dni czy tygodni (o dziwo!) kłócą się o jakiegoś przystojniaka, najczęściej ze szkolnej drużyny futbolowej. „Wspaniała” prawdziwa przyjaźń, prawda? Ale nie, nie tylko z taką możemy się spotkać. Jest jeszcze miejsce na prawdziwą paczkę przyjaciół, które wspierają się w trudnych chwilach i zrobią dla siebie wszystko. Są świadomi tego jaka wyjątkowa więź je łączy i nie kłócą się o błahostki. Niektórzy mogą twierdzić, że w dzisiejszych czasach taka przyjaźń jest niemożliwa, a jeśli już to rzadko spotykana. A jednak jest inaczej. Pewnego dnia piętnastoletnia Carmen kupuję w Second Handzie parę znoszonych dżinsów. Wieczorem, gdy przychodzi czas na wakacyjne rozstanie przyjaciółek, jedyna z nich, która zostaje mówi „Możecie powiedzieć: „Hej Tibby, chciałabyś te portki?”.” I to od tego właśnie zdania zaczyna się prawdziwa „przygoda” spodni. Przyjaciółki przymierzając je kolejno, zdają sobie sprawę z tego, że pomimo innej figury magiczne dżinsy na każdą z nich pasują. I tak o to właśnie urodził się pomysł, aby złożyć przysięgę i Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. Każda przez wakacje po tygodniu musi przesłać je do następnej, tak aby wszystkie miały je przynajmniej dwa razy. Dodają im otuchy, odwagi i cechują się tym, czym cechują się ich właścicielki. Nie jedna dzięki nim naprawiła to co zepsuła. Cztery różne charaktery: Bridget – piękna, długowłosa blondynka, sportsmenka, fanka i zawodniczka jednej z drużyn futbolowych, nie zważa na konsekwencje swoich czynów jej motto to „Myślę, więc robię”, Carmen – po swojej mamie odziedziczyła wygląd i figurę Portorykanki, Lena – małomówna Greczynka, artystka, która najchętniej spędza czas w samotności (oczywiście tylko wtedy, kiedy nie ma przy niej przyjaciółek), Tibby – wybuchowa buntowniczka pracująca w sklepie Wallmana, planująca nakręcić swój własny dokumentalny film. Cztery dziewczyny, które tak się od siebie różnią, a jednak od urodzenia są ze sobą razem. Tak naprawdę zaczęło się jeszcze przed ich wyjściem na świat, a dokładnie na aerobiku dla ciężarnych, kiedy to ich matki trafiły do grupy „wrześniowych”. Połączyła ich przyjaźń, jednak nie tak trwała i nie tak wspaniała jak ich córek, które są w stanie dla siebie zrobić wszystko. Jakie przygody przeżyją w magicznych spodniach? Czy naprawią popełnione błędy? Co zmieni się w ich życiu? „Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów” to piękna opowieść o przyjaźni, pierwszych miłości, dążeniu do celu, ale także o popełnianiu błędów. Jest to debiut autorki, który uważam za jak najbardziej udany. Nie myślałam, że książka wciągnie mnie na tyle, że będę przez nią zarywała noce. W każdej dziewczynie można odnaleźć siebie. Ja je wszystkie bardzo polubiłam. Wiedziały czego chciały, a gdy popełniły błąd, starały się go naprawić. Nie są idealne, są po prostu zwykłymi dziewczynami, które możemy spotkać na co dzień. Wszystkie się od siebie różnią, jednak łączy je jedno – prawdziwa przyjaźń. Podsumowując, „Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów” Ann Brashares to świetna życiowa młodzieżówka, która napisana jest lekkim piórem. Polecam ją wszystkim, nie tylko nastolatkom, ale także tym, którzy już dawno naście nie mają. Każdy odnajdzie siebie w jednej z tych dziewczyn. Życzę miłej lektury, a ja już nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po następne części i także z chęcią obejrzę film. _____ http://szeptksiazek.blogspot.com/2012/07/stowarzyszenie-wedrujacych-dzinsow-ann.html