Królestwo łabędzi

Królestwo łabędzi - Zoe Marriott Królestwo to kraina prawie doskonała. Urodzajne ziemie i lud, który jest wierny Starym Zasadom. Najmłodsza z córek króla wiedzie beztroskie życie na dworze swojego ojca razem z braćmi. Aleksandra mimo wszystko jest bardziej przywiązana do swojej matki, która poświęca jej wiele uwagi ucząc ją co powinna wiedzieć Bystra. Kiedy jednak matka zostaje zabita przez okrutną bestię Aleksandra wie, że to nie był tylko przypadek, próbując uzdrowić matkę wszystkimi znanymi sposobami. Po tym wszystkim jej ojciec każdego dnia wyrusza do lasu wytropić bestię, codziennie wracając z pustą ręką. Ale pewnego razu to się zmienia… Wraca on bowiem z piękną niewiastą znalezioną w lesie. Od tego momentu wszystko nabiera tempa. Kobieta oczarowuje króla i jego poddanych, a ten nie chcąc tracić czasu poślubia ją. Nieudolna próba odkrycia mrocznych sekretów macochy, kończy się wywiezieniem Aleksandry do Midland i wygnaniem jej braci z Królestwa. Co z tym wszystkim mają wspólnego łabędzie? Czy Aleksandra odkryje mroczne tajemnice macochy? Co za bestia zabiła mądrą i bystrą królową? Czy Aleksandra odnajdzie w sobie niezwykłą moc? Czy uczucie, które połączyło ją z Gabrielem przejedzie próbę czasu? Piękna okładka to jest to, co pierwsze rzuca się w oczy. Jednak z tego, co zauważyłam to znak rozpoznawczy okładek serii „Poza czasem” wydawanej nakładem wydawnictwa EGMONT. Mają w sobie pewien urok i gdy tylko spojrzy się na okładkę od razu widać, że jest to książka z tego cyklu wydawniczego. „Królestwo łabędzi” jest już drugą książką Zoe Marriott wydanej właśnie w tym cyklu wydawniczym, pierwszą były „Cienie na księżycu”. „Królestwo łabędzi” nawiązuje do pięknej baśni Hansa Christiana Andersena „Dzikie łabędzie”. Muszę przyznać, że wcześniej ich nie znałam, a żeby poznać nawiązanie do niej czym prędzej ją przeczytałam. Co mogę powiedzieć? Nie wiem, czy jest to spowodowane tym, że „Królestwo łabędzi” przeczytałam pierwsze, czy też nie, ale powieść Marriott bardziej przypadła mi do gustu. Może dlatego, że było w niej więcej magii, którą uwielbiam? Była bardziej romantyczna? Jednak nie ma co porównywać baśni do powieści. Co najważniejsze nawiązanie jest tu bardzo widocznie, czego się nie spodziewałam, a co mnie pozytywnie zaskoczyło. Aleksandra pomimo wieku jest silną osobowością, co pokazała przystąpieniem do zadania. Nie zgadza się na wszystko, wie czego chce i do tego dąży, nie zważając na swój fizyczny ból. Miłość i przywiązanie są dla niej ważniejsze. A Gabriel? Jest dobrze wychowanym młodzieńcem, rozumiejący swoją ukochaną. Tak, z pewnością należy do tego rodzaju bohaterów, z którymi sami, a raczej same z chęcią byśmy się zapoznały i ja tutaj nie jestem wyjątkiem, bo kto by nie chciał przystojnego i troskliwego księcia? Jeśli autorka tak ciekawie pokazała swoją wizję baśni Andersena, to jestem bardzo ciekawa „Cieni na księżycu”, która z tego, co wiem również nawiązuje to jednej ze znanych baśni. Ciekawa fabuła i sprawnie poprowadzone tempo akcji, a także łatwy w odbiorze język to z pewnością najważniejsze atuty książki brytyjskiej pisarki. „Królestwo łabędzi” polecam wszystkim poszukiwaczom powieści przesyconej magią, miłością i baśniowością, bo to wszystko zaserwowała swoim czytelnikom Zoe Marriott w swojej drugiej już pozycji. Czekam z niecierpliwością na więcej jej książek na polskim rynku wydawniczym i na to, kiedy w końcu będę mogła przeczytać jej debiut. _____ http://szeptksiazek.blogspot.com/2013/04/krolestwo-abedzi-zoe-marriott.html