Co wylądowało w lesie Rendlesham?

Co wylądowało w lesie Rendlesham? - Mateusz Kudrański Rok 1981, wschodnie wybrzeże Wielkiej Brytanii. Młodzi Amerykanie kontra ich brytyjscy rówieśnicy. Co z tego wyniknie? Kolejna bitwa o Anglię? A może ma ona o wiele większy zasięg? Jakie tajemnice skrywa las Rendlesham? Mateusz Kudrański to polski debiutant, który urodził się w 1984 roku. Jest wegetarianinem, kocha zwierzęta i od dziesięciu lat pracuje jako grafik. Jego ulubioną pisarką jest J.K Rowling, zaś pierwszą wydaną powieścią Co wylądowało w lesie Rendlesham?. Czego nie przewidziałam? Na pewno tego, że autorowi uda się mnie zaskoczyć. Kudrański balansuje raz w stronę normalnej przewidywalności, tak aby później zaserwować czytelnikowi niemałą niespodziankę. Akcja jest dobrze przemyślana. Trzeba przyznać, że Polak ma wyobraźnie i umie ją przelać na papier, tak aby inni czerpali z tego przyjemność. Autor wykreował swoich bohaterów naprawdę dobrze, lecz jednak nie wszystkim udało się zdobyć moją sympatię. Jersey gra pierwsze skrzypce w tej powieści i to jemu najbardziej kibicowałam we wszystkim i nadal nie mogę uwierzyć, że tak potoczyły się losy w jednej sprawie. Z jednej strony to dobrze, bo nie zabrakło pewnego elementu zaskoczenia i emocji, które kłębią się we mnie po lekturze, z drugiej zaś ja nadal mam nadzieję... Po raz kolejny cieszę się, że postacie nie są wyidealizowane, bo byłoby to wtedy powodem do jeszcze większej irytacji. A tak pozostał nim tylko BB, którego jakoś nadal nie mogę obdarzyć cieplejszym uczuciem. Za to ciekawą parą bohaterów są Piguła i J., którzy cały czas sprawiali, że uśmiech pojawiał się na mojej twarzy. Jeden z drugim zaskakiwali mnie swoim zachowaniem – młodszy śmiałością, a starszy wręcz cofnięciem się nim do wcześniejszych lat. Grzechem byłoby nie wspomnieć o naprawdę solidnym wydaniu. Jeśli tak miałaby wyglądać każda książka na księgarnianych półkach, to jestem absolutnie za! Autor postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i pokusić się o self-publishing, który widać w pewnych niedoróbkach – jak choćby niewyjustowanym tekście, który na początku mnie trochę denerwował, później jednak jakoś przyzwyczaiłam się do niego – jednakże twarda okładka, ciekawe projekty graficzne i cała oprawa są naprawdę godne podziwu. Ilustracje są świetnym dodatkiem, który umila czytanie. Kudrański dobrze je przemyślał, ponieważ nie pokazuje w nich swoich bohaterów wprost, a tylko ich ogólny zarys pozostawiając miejsce na szczegóły wyobraźni czytelników. Polak kupił mnie także językiem, którym jest napisana Co wylądowało w lesie Rendlesham?. Może nie tak idealnym, ale naprawdę dobrym, lekkim i co najważniejsze młodzieżowym, co cenię najbardziej, bo jeśli autor postanawia napisać książkę używając slangu nastolatków musi liczyć się z tym, żeby nie przesadzić i zrobić z niej niezrozumiałej nawet dla młodzieży językowej papki, która nawet nie jest podobna do tej, którym ona się posługuje. Debiut Mateusza Kudrańskiego to naprawdę udany start. Świetna młodzieżowa fantastyka, z przemyślaną akcją i dosyć ciekawymi bohaterami. A co najważniejsze wyróżnia się na tle innych rodzimych tytułów, jak i nawet tych zagranicznych dopiero wydawanych w Polsce. Przełamuje monotonność i wałkowanie jednego tematu. Jest wręcz stworzona na wakacje. Lekka, przyjemna, wciągająca. Udowadnia, że polscy pisarze wcale nie są gorsi od tych spoza granic naszego kraju. Mam nadzieję, że Polak szykuje już następną powieść. Co wylądowało w lesie Rendlesham? zaś polecam wszystkim osobom złaknionym przygód. ______ http://szeptksiazek.blogspot.com/2014/07/co-wyladowao-w-lesie-rendlesham-mateusz.html